opublikowany: 27/12/2007, w kategoriach: Gaming, Reviews

Assassin’s Creed – czy sprostał oczekiwaniom?

Mimo, że Assassin’s Creed nie jest pierwszym tytułem z jakim się starłem od kiedy posiadam xbox’a, jest zdecydowanie warty tego by opisać go na samym początku. Jest to tytuł o którym wiele się mówiło, wiele i często się pisało, a oczekiwania wobec niego były również wyśrubowane. Jednak jak to się ma do rzeczywistości? Czy Assassin’s Creed jest tak dobry jak mówili nam jego twórcy?

Świat

Do naszej dyspozycji dostajemy trzy gigantyczne miasta – Damaszek, Jeruzalem i Acre, z których każde tętni własnym życiem. Uliczki wypełnione są ludźmi, którzy przemieszczają się i sprawiają wrażenie jakby byli tam z jakiegoś powodu, a nie tylko zapychali miejsce na planszy. Dodatkowym miastem, które często odwiedzamy jest Masyaf – miasto, w którym znajduje się główna siedziba zabójców. Wszystkie te miasta są połączone ogromnym kawałkiem terenu, zwanym królestwem (Kingdom). Każde z trzech głównych miast podzielone jest na 3 różne dzielnice – bogatą, pośrednią i biedną. Na początku mamy dostęp jedynie do jednej, a do kolejnych uzyskujemy ten dostęp z biegiem czasu. Co ciekawe, nie odczuwamy w żadnym wypadku ograniczenia, że nie możemy wejść na początku do kolejnych dzielnic, wręcz przeciwnie, nie jest nam to w ogóle potrzebne do szczęścia. Po wejściu do miasta od razu można odczuć nad czym pracowali twórcy i co często było powtarzane – swoboda poruszania się. Możemy zwiedzić każdy zakamarek, każdy dach, każdą wnękę w mieście. Co od razu rzuca się w oczy – główny bohater wspinając się robi to niesamowicie płynnie i naturalnie – w żadnym innym tytule do tej pory nie było nam dane tego uświadczyć. Podobna swoboda widoczna jest w przypadku zlecanych misji. Otrzymujemy zestaw zadań do wykonania, ale to jak je wykonamy i w jakiej kolejności – zależy już tylko od nas.

Fabuła

Skoro już mowa o zadaniach. Fabuła gry zawiera pewien smaczek, o którym jednak nie będę pisał, aby nie psuć zabawy. Główny nurt jednak dotyczy skarbu templariuszy i faktu, że chcą oni przejąć kontrolę nad wszystkimi miastami. Ciężko niestety coś więcej powiedzieć bez zdradzania szczegółów, więc powiem tylko, że jest to mocno dopracowany i przemyślany w każdym calu element.

Altair

AltairTak właśnie nazywa się nasz główny bohater, który należy do zakonu zabójców. Jest on młodym, bardzo doświadczonym zabójcą, który z powodu swojej pychy i arogancji zostaje zdegradowany z powrotem do młodego ucznia… i właśnie w tym momencie wkraczamy my, by pokierować jego losami. Nasz bohater potrafi skakać, wtapiać się w tłum – wtedy staje się niewidoczny dla strażników, wspinać się praktycznie na każdy budynek, a także doskonale walczyć.

System walki

Jest to jeden z najlepiej zaprojektowanych systemów walki z jakimi miałem do czynienia. Nacisk położony jest na naukę techniki, wyczucie czasu i odpowiednie reakcje, a nie na nerwowe wciskanie przycisków. To drugie w późniejszej fazie gry za każdym razem kończy się zgonem naszego bohatera. Do naszej dyspozycji dostajemy ukryte ostrze, doskonale sprawdzające się w szybkich i cichych zabójstwach, długi miecz, który pozwoli nam odeprzeć atak grup żołnierzy, krótki miecz gdy zależy nam na wyprowadzeniu szybkich ataków kombinowanych – doskonała broń gdy jesteśmy zmuszeni do walki w trakcie ucieczki, oraz przysłowiowa wisienka na szczycie tortu – czyli noże do rzucania, których przeznaczenia nie muszę chyba wyjaśniać. Znamy już zestaw narzędzi, więc pora na przedstawienie mechanizmów. W starciu bezpośrednim otrzymujemy możliwości blokowania, parowania i wykonywania zabójczych ataków kombinowanych. Całość może nie brzmi zbyt oszałamiająco, niemniej jednak spisuje się lepiej niż doskonale.

Grafika

Motion blurMożna bez wstydu rzec iż jest to jedna z najpiękniejszych gier obecnie dostępnych na Xbox’a 360. Widoki miast gdy po raz pierwszy do nich docieramy zapierają dech w piersiach. Każdy element krajobrazu jest dopieszczony w najmniejszym calu, każdy model postaci jest bardzo szczegółowy i bardzo dobrze animowany. Co ciekawe – gra przez cały czas utrzymuje pełną ilość klatek, żadnych zwolnień, żadnego przycinania się. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie wykorzystanie efektów filmowych takich jak głębia ostrości, lub „motion blur” – to trzeba po prostu zobaczyć na żywo.

Dźwięk

Do dźwięku także nie mogę się przyczepić – delikatna muzyka w tle, bardzo dobrze dobrane głosy do postaci – aktorzy odwalili kawał dobrej roboty podkładając głosy. Da się wyczuć zdenerwowanie, strach, złość – wszystkie uczucia są rewelacyjnie zagrane. Jako ciekawostkę chciałbym odnotować iż nie wszystkie postacie mówią po angielsku, zdarza się także usłyszeć język niemiecki, a nawet angielski z naleciałościami różnych akcentów. Odgłosy walki – są również bardzo dobrze odwzorowane – starcia mieczy, latające strzały, noże. Na uznanie zasługują również wszelkie dźwięki otoczenia – można odróżnić czy biegniemy akurat po piachu czy po kamiennym dachu budynku.

Gameplay

Assassin’s Creed przykuł mnie do konsoli na ponad trzy tygodnie. Codziennie z ciężkim sercem odrywałem się od konsoli aby zająć się obowiązkami. Ilość miodu wyciekającego z tego tytułu jest po prostu niesamowita. Swoboda poruszania się, przyjemność płynąca z zabijania kolejnych strażników z ukrycia, skradanie się – to wszystko tworzy taką atmosferę, że nie chce nam się opuszczać świata gry. Dodatkowo na duży plus zaliczyć można sposób w jaki rozwiązano problem niewidzialnych ścian, będący bolączką wielu tytułów. Tutaj ogranicza nas albo woda, albo wysokie mury miasta, albo w ostateczności… coś, czego nie mogę zdradzić, aby nie wygadać się za dużo w kwestii fabuły ;) . Niemniej jednak eksploracja terenów, wykonywanie wszystkich pobocznych zadań, zbieranie flag, lub tropienie templariuszy potrafią dostarczyć długiej i wciągającej rozrywki na wiele wieczorów.

Czy ta gra posiada jakieś wady?

Niestety tak. Na diamencie z czasem pojawiają się rysy, które jednak nie psują ogólnego bardzo dobrego wrażenia. Można zaliczyć do nich powtarzalność zadań – otrzymujemy zlecenie na zabójstwo, udajemy się do miasta, rozmawiamy z szefem biura, przesłuchanie, kradzież mapy/notatki/listu – niepotrzebne skreślić, podsłuchiwanie i tak w kółko. Niestety pod koniec robi się to już męczące, jednak nie zabiera wiele czasu więc można to przełknąć ;) Potrafimy także z czasem dostrzec, że te wszystkie postacie w mieście tak naprawdę błąkają się kompletnie bez celu.

Duży minus należy się także twórcom za tryb „blend”. Gdy jest włączony nasz bohater staje się wręcz niewidzialny dla wszystkich wokół. Możemy zabić żołnierza i stać obok ciała w trybie „blend” i nikt nie będzie nas nawet podejrzewał.

Na koniec

Pozostaje więc pytanie – czy warto zainwestować w tą grę swoje pieniądze? Zdecydowanie tak. Wad jest tak naprawdę niewiele i w żaden sposób nie psują one ogólnego wrażenia, ani nie przeszkadzają w czerpaniu przyjemności z gry. Jest to jeden z tych tytułów, które można określić jako „musisz zagrać”. Jeśli nie macie możliwości zakupu – poszukajcie znajomego, który może go Wam pożyczyć. Czas spędzony z tym tytułem na pewno nie będzie zmarnowany. Polecam! :)

komentarze (0)

Formularz dodawania komentarza