opublikowany: 24/09/2008, w kategoriach: Gaming, Reviews

Battlefield: Bad Company

Battlefield: Bad Company

Od ostatniej notki na temat Batmana, miałem kilka pomysłów na wpisy, niektóre zacząłem nawet realizować, aż w moje ręce wpadło nowe pudełeczko z grą.
Tym razem przyszła kolej na Battlefield: Bad Company. Dawno nie straciłem tyle czasu przy jednym tytule (ostatni raz przy GTA IV).

Zła kompania

Serię Battlefield znam już z poprzednich odsłon – jak choćby BF: Vietnam, jednak ostatnimi czasy mocno ją zaniedbałem, w zasadzie zapominając o niej.
Dopiero parę filmów z gry, oraz wideorecenzje na zagranicznych serwisach przekonały mnie by jednak dać szansę najnowszej grze z tej serii.

Bad Company zupełnie odbiega od formuły do której przyzwyczaiły nas poprzednie cześci – po raz pierwszy mamy tryb rozgrywki dla jednego gracza i jest to kampania.
Owszem, w poprzednich częściach również można było grać samemu, jednak była to jedynie symulacja trybu multiplayer przy użyciu botów. No dobra, ale jak z tą całą kampanią i fabułą jest w rzeczywistości.
Muszę przyznać, że po tych wszystkich grach, gdzie wojna jest brana bardzo na serio i odwzorowywane są różne historyczne batalie (lub scenerie), Bad Company jest bardzo interesującą odmianą.

Zostajemy przydzieleni do jednostki, która potocznie nazywana jest “Bad Company” i znajdują się w niej największe świry jakie kiedykolwiek były w armii.
Ekipa, do której dołączamy jest bardzo interesująca i na pewno – jedyna w swoim rodzaju.
Oprócz naszej postaci o wspaniałym imieniu i nazwisku Preston Marlowe (która to znalazła się w jednostce za szaleństwa z użyciem śmigłowca, które zakończyły się uszkodzeniem maszyny oraz limuzyny generała) do
drużyny należą: Terrence Sweetwater (oddelegowany do jednostki za wpuszczenie wirusa do sieci wojskowej), George Gordon Haggard Jr. (oddelegowany za zabawy z materiałami wybuchowymi) oraz dowódca całej ekipy -
Samuel D. Redford, któremu wojsko obiecało skrócić czas służby w zamian za przeniesienie do tej jednostki. Każda z postaci jest bardzo dobrze nakreślona i posiada wyraźną osobowość.

Bad Company to również odddział, któremu są przydzielane najtrudniejsze i najniebezpieczniejsze zadania. Okazuje się jednak, że przebywanie w tej jednostce wcale nie jest opłacalne, a wręcz przeciwnie.
Do tego samego wniosku już wcześniej doszła reszta załogi, dlatego gdy w grze pojawia się możliwość dorobienia na boku – nikt nie ma wątpliwości co robić. W rezultacie cały oddział rozpoczyna pogoń za
odjeżdżającymi ciężarówkami ze złotem, co niestety skutkuje w określeniu postępowań przez wojsko jako samowolka, a w rezultacie uznanie całej jednostki za nieistniejącą. Co ciekawe, okazuje się że wszystkim
jest to jakby na rękę gdyż co prawda zostają sami w pośrodku umocnień wroga, jednak z wolną ręką – co oznacza, że mogą spokojnie dalej polować na wspomniane złoto. Tak, w zasadzie wokół tego kręci się cała
fabuła, dodatkowo okraszona dużą dawką humoru.

Strona wizualna

Wizualnie BF: Bad Company prezentuje się wyśmienicie. Odległość z jakiej widzimy pełne pole walki jest wręcz niesamowita.
Wszystkie pojazdy, postacie i elementy terenu są bogate w detale. Efekty w postaci wybuchów, kurzu unoszącego się po eksplozji, oraz wody, wykonane są na bardzo wysokim poziomie.
Jest to niewątpliwie jeden z mocnych punktów tego tytułu.

Strona dźwiękowa

Ścieżka dźwiękowa, do czego już przywykłem w przypadku tej serii, jest bardzo dobrze zrealizowana. Dobór krótkich, przerywnikowych utworów czy rozmaitych efektór dźwiękowych jest wzorowy i nie ma się tutaj również
do czego przyczepić.

Battlefield: Bad Company

Rozgrywka

Czyli to co najważniejsze. Tutaj Battlefield: Bad Company nie zawodzi, a wręcz przeciwnie – dostarcza niesamowite ilości dobrej zabawy.

Przede wszystkim zarówno w trybie kampanii dla jednego gracza, jak i w trybie multiplayer, większość elementów otoczenia możemy zniszczyć – od ogrodzeń, drzew, krzewów czy pojazdów, po prawie całe budynki.
Niestety nie da się całkowicie zrównać z ziemią budynków – zawsze pozostaje niezniszczalny szkielet, jednak bardzo szybko przestajemy zwracać na to uwagę i czerpiemy radość z siania spustoszenia. Jest to chyba
największa innowacja w tej odsłonie.

Oczywiście w rozgrywce nie zabrakło też pojazdów, a ich ilość jest więcej niż zadowalająca. Mamy ciężarówkę ( w zasadzie pojawia się tylko w kampanii ), hummera, wóz opancerzony, czołg, śmigłowiec, a nawet motorówki.
Do tego wszystkiego doliczyć trzeba jeszcze takie elementy jak artyleria, działa przeciwlotnicze, stanowiska rakietowe czy CKM. Jak widać – nie będzie możliwość narzekać na nudę.

Kampania zrealizowana jest bardzo pomysłowo, a przydzielane nam zadania są wystarczająco urozmaicone i dobrze umotywowane. Nigdy nie mamy uczucia, że to co robimy jest wymuszone, albo przekombinowane. Dodatkowo na plus
trzeba zaliczyć dużą swobodę jaką otrzymujemy przy wykonywaniu kolejnych zadań – mapy są ogromne i w zasadzie każdy cel można osiągnąć na kilka sposobów. Jeśli doliczymy do tego możliwość niszczenia ścian, okazuje się że
najkrótsza droga faktycznie prowadzi na wprost. Niestety należy pamiętać o tym, że także przeciwnicy potrafią niszczyć przeszkody terenowe, wykorzystywane przez nas jako osłony.

Multiplayer

Postanowiłem wyodrębnić tryb rozgrywki wieloosbowej jako osobny punkt, gdyż jest to niesamowicie dobrze zrealizowana część gry. Podobnie jak w przypadku Call of Duty 4, nasza postać zyskuje doświadczenie, a co za tym idzie
otrzymujemy punkty na odblokowanie nowych broni a także kolejne stopnie wojskowe. Jest to bardzo miłe urozmaicenie, które jest dodatkową motywacją do wkładania wysiłku w rozgrywkę. Wspomniany arsenał powiększa się stopniowo,
jednak wszelkie bronie są dobrane bardzo dobrze i odpowiednio wyważone, tak aby żadna nie dawała zbyt dużej przewagi.

Dodatkowo w trybie multiplayer otrzymujemy do wyboru pięć klas postaci, z których każda posiada wyjątkowe umiejętności np. snajper może użyć pocisków laserowo naprowadzanych na cel, specjalista od demolki ma możliwość
przyczepienia ładunku C4 do pojazdów w celu ich unicestwienia, a jednostki wsparcia posiadają możliwość naprawy pojazdów, wydawania apteczek czy przywołania ataku moździerzowego na wyznaczony teren. Każda z klas posiada
także inny dostępny arsenał, co sprawia że rozgrywka każdą z nich jest zupełnie inna.

Kolejnym ważnym elementem są tryby rozgrywki… i tutaj jest niestety ubogo. Chociaż z drugiej strony – jakoś trudno mi uznać to jako wielki minus. Faktycznie, nie ma znanego z poprzednich osłon “Conquest mode”, gdzie
zdobywaliśmy punkty zajmując kolejne pozycje przeciwnika, ale dostępny w tej osłonie “Gold Rush” to nic innego jak zabawa w atakujących i broniących. Celem natomiast są w tym przypadku skrzynie ze złotem. Owszem, tryb
rozgrywki jest tylko jeden, ale ani razu nie odczułem aby mi to przeszkadzało. Są jednak informacje, że niedługo przy okazji poprawki, będzie dodany tryb conquest. Duże uznanie natomiast należy się projektantom map, które
są polami potyczek w trybie gry wieloosobowej. Jest ich 8 sztuk, są gigantyczne, bardzo dobrze zaprojektowane, wyważone i ubrane w wiele szczegółów. Każda z nich jest w stanie pomieścić 24 graczy i nie ma problemu, że nagle zrobi się ciasno.
Dostępność pojazdów na każdej z nich dodatkowo urozmaica rozgrywkę i powoduje, że można powracać do gry praktycznie w nieskończoność bez uczucia znudzenia (sam gram już 3 tygodnie i nadal mi mało).

Rewelacja

Nie jest przesadą takie określenie BF: Bad Company. To solidnie przygotowana produkcja, która zarówno w trybie dla jednego gracza jak i dla wielu osób dostarcza mnóstwo radości i za każdym razem gdy odchodzimy od konsoli
pozostawia niedosyt. Nie można uniknąć porównania z Call of Duty 4, która była grą wybitną, ale jeśli wziąć pod uwagę pojazdy, zróżnicowanie misji, możliwość niszczenia otoczenia oraz niesamowity tryb multiplayer, to trudno
jest mi postawić Call of Duty 4 ponad BF: Bad Company. Według mnie BF: Bad Company jest po prostu lepsze i dostarcza o wiele więcej przyjemności z gry. Sterowanie jest proste i łatwo się do niego przyzwyczaić. Brak automatycznego celowania podnosi trochę
trudność, ale wbrew pozorom jest to nadal proste zadanie, a o wiele bardziej satysfakcjonujące.

Jeśli szukacie ciekawej rozgrywki FPP na konsolę Xbox360, to BF: Bad Company jest tym czego szukacie – bez dwóch zdań.

komentarze (0)

Formularz dodawania komentarza