opublikowany: 07/03/2009, w kategoriach: Uncategorized

Nadchodzące tytuły, czyli moje obcowanie z demami cz .1

Ostatnio pojawiło się na XboxLive Marketplace kilka dem produkcji, na które czekam oraz tych, które już się ukazały, ale jeszcze nie stałem się ich posiadaczem. Dlatego też postanowiłem zapchać swój dysk konsolowy tymi perełkami i spróbować jak informacje spisane w różnych serwisach i w prasie mają się do rzeczywistości.

Tytuły na które czekam to: Resident Evil 5, Legends of Wrestlemania, Wanted: Weapons of fate, Wheelman, F.E.A.R. 2, Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena i Watchmen: The end is nigh. Zebrało się tego trochę. Całość moich spostrzeżeń chcę rozbić na dwie części, gdyż nie udało mi się jeszcze wypróbować wszystkiego.

No ale dosyć już tych wprowadzeń, czas zabrać się za kąsek – czyli jak to jest z tymi grami. Na początek pójdą Resident Evil 5, Watchmen: The end is nigh, Wheelman oraz Wanted: Weapons of fateF.E.A.R. 2 zostaje na jutro.

Legends of Wrestlemania

wrestlemania

Jest to tytuł, na który czekałem w zasadzie bardziej ze względu na sentyment jaki posiadam dla tego tematu (można powiedzieć, że wychowywałem się na Terrym “Hulku” Hoganie), niż ze względu na samą grę. Z tego powodu też postanowiłem, że albo tytuł będzie w 100% wypasiony, albo po prostu powiem pass i zdecyduję się na konkurencję.

Wrestlemania to przede wszystkim ikony wrestlingu, tak więc nie mogło tutaj zabraknąć nikogo ze “śmietanki”. Jest Hulk Hogan, Rowdy Roddy Piper, Bam Bam Bigelow, Shawn Michaels, Sgt, Slaughter, Mr. Perfect, Hacksaw Jim Duggan, Bret Hart, Yokozuna, Rick Flair, The Undertaker… mógłbym chyba tak bez końca. Pod tym względem chyba nie został przeoczony nikt kto po prostu musi być w tej grze. Poza tym gdzieś w głębi serca mam nadzieję, że jednak nawet jeśli ktoś został pominięty, to pojawi się jako DLC (Downloadable Content) do Legends of Wrestlemania. No ale koniec już o postaciach, czas napisać jak wygląda sama rozgrywka.

Rozgrywka jest po prostu 100% przyjemnością. Mamy ciosy, mamy chwyty, mamy rzuty, cały czas mamy tempo, a jak dołożyć do tego quick time events, to po prostu rozgrywka nabiera rumieńców. Owszem, póki co repretuar ciosów i możliwości wydawał mi się ubogi (bardzo jednak możliwe, że to po prostu tylko demo i nie wszystko jeszcze jest gotowe), jednak nie przeszkodził mi w żaden sposób czerpać dużej dawki przyjemności z rozgrywki. Co ciekawe – każdy z wrestlerów posiada swoje ciosy kończące, co w moim przypadku jest przysłowiową “wisienką na szczycie tortu”. 

Troszkę pozostawia do życzenia strona wizualna. O ile modele postaci są po prostu rewelacyjne, o tyle cała reszta jakoś kuleje… ale wiadomo – wersja demonstracyjna, więc nie ma co wyciągać daleko idących wniosków póki co. Zupełnie inną sprawą jest kwestia audio… jednak muzyka, którą słyszymy gdy wychodzi na ring Hulk Hogan nawet po tylu latach jest po prostu… zajebista.

Bez dwóch zdań czekam na ten tytuł i obiecuje sobie po nim bardzo dużo. Mam nadzieję, że poziom będzie utrzymany, albo nawet pójdzie nieco wyżej.

Wheelman

wheelman

Wheelman to drugi tytuł, który postanowiłem dzisiaj “wrzucić na ruszt”. Przyznaję się, że po początkowych filmikach z rozgrywki prezentowanych przez twórców, byłem bardzo obojętnie nastawiony do gry… możnaby nawet powiedzieć, że nieco negatywnie. Niesamowicie jestem szczęśliwy, że wersja demonstracyjna tego tytułu zupełnie zmieniła moje podejście do niego. 

Tak więc, to co początkowo miało być nudną strzelanką powiązaną z pościgami i mocno zręcznościowym trybem rozgrywki okazało się całkiem wciągającym produktem. Pościgi są jednak bardzo… bardzo wciągające i trzymają przez cały czas w napięciu, a cała mechanika mocno daje radę. To co początkowo wydawało mi się głupie – czyli wszelkiego rodzaju spowalnianie czasu i wykańczanie przeciwników jednym strzałem, w rezultacie dostarcza niesamowitą satysfakcje i świetnie komponuje się z całością.

Miałem także pewne obawy odnośnie mocno zręcznościowego modelu jazdy samochodem, ale zupełnie niepotrzebnie. Owszem – jest on w 100% zręcznościowy i nie ma siły aby pojawiła się tam choćby kropelka realizmu i właśnie za to powinniśmy dziękować twórcom “Wheelman’a”. To całe uderzanie w pojazdy przeciwników, strzelanie, porywanie innych samochodów jest tak wciągające i wyśmienicie zrealizowane, że po prostu szczęka opada. Demo przeszedłem kilkakrotnie, mimo że jest bardzo ograniczone… a to już daje pewien pogląd na sytuację.

Zawiodłem się jednak nieco na stronie wizualnej, gdyż na myśl przywołuje ona The Bourne Conspiracy, wydanym już ponad pół roku temu (o którym niedługo zapewne napiszę). Nie jest źle, wszelkie modele pojazdów, postaci i otoczenie jest na przyzwoitym poziomie, jednak powtarzalność budynków w mieście i ogólne odczucia są średnie. Chyba nieco rozbestwiły mnie takie gry jak Gears of War 2 lub Resident Evil 5. W kwestii dźwiękowej na razie nie mogę zbytnio się wypowiadać, bo niewiele słyszałem… także zobaczymy jak to będzie w finalnej wersji. Zdecydowanie wyczekuję.

Resident Evil 5

re5

Skoro już wspomniałem o Resident Evil 5, to niech będzie to kolejna pozycja na liście. 

Nigdy nie byłem wielkim fanem serii (jakoś trudne celowanie, zapisywanie stanu gry i panujący klimat niespecjalnie do mnie przemawiały), więc i do tej odsłony serii podchodziłem mocno obojętnie… wręcz można powiedzieć, że kompletnie mi się odechciało interesować tym tytułem jak dowiedziałem się, że gra będzie  zlokalizowana gdzieś w Afryce. Kompletnie inny klimat, kompletnie inna koncepcja rozgrywki… no właśnie, niby wszystko zupełnie inne a jednak gra mocno daje radę.

Po obcowaniu z Dead Space postanowiłem jednak dać gatunkowi “survival horror’ów” drugą szansę. Z drugiej strony jednak nazywanie RE5 survival horrorem może być nieco dyskusyjne. Mniejsza o to, w końcu liczy się rozgrywka i odczucia, a nie to czy gra została dobrze osadzona względem poprzedniczek.

A więc rozgrywka jest bardzo wciągająca, kolejne fale upartych zombie poruszających się w naszym kierunku skutecznie podnosza poziom adrenaliny, a niedobory amunicji są idealnym dodatkiem do i tak mocno przesranej sytuacji naszych bohaterów. Tak więc, biegamy, strzelamy, zbieramy przedmioty… a wszystko w spustoszonej przez zarazę wiosce pełnej krwiożerczych zombie. Przyznaję, że tempo gry jest dosyć szybkie i trzymające w napięciu… co jednak nieco odbiega od konwencji, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Odnoszę wręcz wrażenie, że RE5 bardziej przechodzi w stronę strzelanki niż horroru.

Ten wizualny majstersztyk (tak, grafika jest po prostu genialna i nie ma co dyskutować na ten temat), posiada jednak pewną wadę… a raczej nieuleczalną chyba chorobę serii Resident Evil. Mianowicie nie jesteśmy w stanie strzelać podczas ruchu. W momencie gdy zaczynamy mierzyć, nasz bohater staje w miejscu. Można tutaj dyskutować czy i jak bardzo jest to realistyczne, ale umówmy się… jest to cholernie denerwujące i nawet po tylu latach potrafi być źródłem frustracji.

Jeśli potrafimy przełknąć temat mechaniki poruszania się (ja potrafię bez problemu), to myślę, że dostaniemy całkiem ciekawy tytuł, który będzie potrafił dostarczyć nam wielu godzin rozrywki. W praniu wyjdzie czy się nie myliłem – również zamierzam przetestować.

Watchmen: The end is nigh

watchmen

Po trzech świetnie zapowiadających się pozycjach, czas napisać też conieco o pewnych rozczarowaniach. Na początek postanowiłem zabrać się za Watchmen: The end is nigh. W teorii jest to side-scroller z dodatkiem bijatyki (owszem, jest w trzy-de, bo teraz nie może już być inaczej), a w praktyce jest to po prostu nudna gra. 

Do wyboru mamy tylko dwie postaci (i niestety nie zmienia się to w pełnej wersji gry),  a naszymi bohaterami są: Nite Owl oraz Rorschach. Zupełnie nie rozumiem dlaczego nie możemy wybierać spośród wszystkich postaci. Gra jednak przedstawia się jako klasyczna nawalanka, w której naszym zadaniem jest… iść dalej. Nadal świetnie bawię się przy Streets of Rage 2, która ma na karku wieeeele lat i takie założenia zupełnie mi nie przeszkadzają (umówmy się, są identyczne dla każdego side-scroller’a), jednak w tym przypadku spodziewałem się czegoś więcej, tym bardziej, że na ekrany kin wchodzi właśnie film “The Watchmen”.

Niestety sama rozgrywka również nie jest w stanie się uratować.Ruchy postaci są nieco ospałe, a przeciwnicy po prostu głupi. Repertuar ciosów początkowo jest owszem – skromny, jednak z czasem rozwijamy nasze zdolności i nasze postaci potrafią wykonywać coraz bardziej skomplikowane ciosy. Być może pełna wersja gry coś dodatkowego wprowadza, może poprawiona jest inteligencja przeciwników, być może rozgrywka zyskała na dynamice, ale w przypadku wersji demonstracyjnej jest po prostu… nudno.

Graficznie natomiast gra prezentuje się nad wyraz dobrze biorąc pod uwagę fakt, że ukazuje się na platformie Xbox Live Arcade . Modele postaci prezentują się bardzo przyzwoicie, podobnie jak otoczenie, które jest bardzo dobrze zaprojektowane. 

Sądzę, że jest jakaś szansa iż skuszę się na zakup Watchmen: The end is nigh, ale bardziej ze względu na to, że ten gatunek gier ma specjalne miejsce u mnie, niż ze względu na to, co ten tytuł oferuje.

Wanted: Weapons of fate

wanted

Na koniec postanowiłem zostawić sobie chyba największe osobiste rozczarowanie, czyli Wanted: Weapons of fate. Muszę przyznać, że postawiłem bardzo wysoko poprzeczkę w przypadku tego tytułu na co zdecydowanie miał wpływ fakt, że dopiero co skończyłem The Bourne Conspiracy. W trakcie przechodzenia dema (wręcz śmiesznie krótkiego), postanowiłem jednak nieco obniżyć swoje oczekiwania i dopasować je bardziej do realiów. W ten oto sposób z wybitnej gry wprowadzającej nową mechanikę (”podkręcanie” kul), zacząłem obcować z dobrze zrealizowaną strzelanką. Po części jest to zdecydowanie wina bardzo bardzo krótkiego dema (bez przesady, można je ukończyć w kilka minut), a po części mojego początkowego nastawienia… jednakże gra jest dla mnie osobiście dużym rozczarowaniem.

Strzelanie, a w zasadzie celowanie, wydawało mi się okropnie trudne, a ustrzelenie przeciwnika jedną kulą wpakowaną w jego głowę graniczyło z cudem. O ile w przypadku luźnej rozgrywki można to przeboleć, o tyle w przypadku gardłowej sytuacji jest to nie do pomyślenia. Niestety ani razu nie udało mi się uruchomić “podkręcania kul”, co zapewne wynika z mojej niewiedzy, ale nadal przemawia na niekorzyść gry (no zaraz, żeby gracz nie otrzymał jakiegoś nawet zdania wyjaśniającego jak to użyć? Przesada). Coś po prostu w tej kwesti nie działa do końca (być może taki urok wersji demonstracyjnej).

Graficznie gra trzyma poziom. Modele postaci są ładne, zawierają mnóstwo detali i są bardzo dobrze animowane. Z dźwiękami można powiedzieć, że jest ok… niemniej jednak wizualne/dźwiękowe aspekty gry mogę oceniać dopiero w przypadku pełnego produktu.

Cały czas nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, że jest to ta sama koncepcja co The Bourne Conspiracy a jedynym dodatkiem będzie to podkręcanie kul. Nie wróży to niestety hitu, ale można spodziewać się solidnej gry, która da dużo satysfakcji… czyli tak jak w przypadku Bourne’a – dobra gierka za 60 zeta na allegro.

Jak zwykle… na koniec

Pomijając dwie ostatnie pozycje, które są nieco nierówne, można śmiało powiedzieć, że szykuje się dobra porcja ciekawych tytułów. Mam nadzieję, że nie zawiodę się przede wszystkim na Legends of Wrestlemania, bo jest to tytuł, który kupię w zasadzie niezależnie od ocen wystawianych przez recenzentów. Ciekawym zaskoczeniem natomiast jest tutaj Wheelman, który z mocnego średniaka przeradza się w bardzo interesującą pozycję. Zobaczymy jednak jak to wyjdzie w praniu, bo wiadomo – zapowiedzi są zawsze ciekawe, a potem wychodzi różnie.

komentarze (0)

Formularz dodawania komentarza