NFS: Most Wanted

Ostatnio patrząc na półkę i szukając nowego tytułu po GTA IV, a mimo wszystko przed Mass Effect (zanim usiądę do tej epickiej gry, przyda się coś luźniejszego), mój wzrok trafił na pewną zaległość – NFS: Most Wanted. Nie jest to tytuł w żadnym wypadku nowy, ale czy nadal potrafi kusić i dawać radość z gry?
Trochę historii
Już od samego początku fabuła pozwala nam się nieźle wczuć w odgrywaną rolę. Jako najlepszy w mieście dostajemy wyzwanie od pewnego łebka, który dumnie nazywa siebie Razor. Wygraną w wyścigu w zasadzie mamy w kieszeni, ale okazuje się że ktoś uszkodził celowo nasz samochód. Do tego dochodzą perypetie z policją i ucieczka z miasta. Powracamy jednak po pewnym czasie by znów wspiąć się na szczyt listy Most Wanted.
W zasadzie to wszystko co jest nam potrzebne w kwestii fabuły, przecież wiadomo, że chodzi o wyścigi, samochody, tuning i mnóstwo świetnej rozgrywki.
Fun!
Tak jednym słowem można nadal opisać ten tytuł. Przedzieranie się na szczyt listy, modyfikowanie swoich samochodów, nadawanie im niepowtarzalnego wyglądu i pościgi policyjne potrafią przykuć do ekranu na długo. Oczywiście nie od razu mamy najlepsze bryki i wszystkie części. Wszelkie ulepszenia są nam dozowane odpowiednio powoli, tak aby nie było zbyt łatwo.
Wszystkie z tych dodatków zdobywamy wygrywając wyścigi, a te odbywają się w kilku trybach:
- Drag: czyli tradycyjna “ćwiara”
- Sprint: wygrywa najszybszy na trasie z punktu A do punktu B
- Circuit: zaliczamy kilka okrążeń i wygrywa najszybszy
- Speedtrap: na trasie wyścigu są poustawiane fotoradary. Wygrywa ten, który będzie miał największą sumę prędkości
- Knockout: na każdym okrążeniu odpada najwolniejszy uczestnik
- Tollbooth: dostajemy do zaliczenia kilka punktów w mieście, a na przebycie każdego z odcinków między nimi – ograniczony zapas czasu.
Troszkę z początku brakowało mi driftu, ale jak spojrzeć na podejście autorów do tej odsłony NFS, jest to całkowicie zrozumiałe.
Aby dotrzeć na wspomniany szczyt listy Most Wanted, musimy pokonać 15 osób, z których każda zajmuje swoje miejsce i wcale nie zamierza łatwo go oddać. Dodatkowo, aby móc ścigać się z osobą okupującą daną pozycję, musimy najpierw udowodnić, że jesteśmy wystarczająco dobrzy. Dzieje się to poprzez odhaczenie kilku wyścigów, kamieni milowych oraz notowań. Wyścigi – wiadomo w czym rzecz, ale o co chodzi z pozostałymi zagadnieniami? Kamienie milowe to pewne stawiane przed nami zadania – np. zaliczenie kilkunastu lub kilkudziesięciu otarć o radiowozy, dokonanie zniszczeń na zadaną kwotę podczas pościgu, utrzymanie pościgu przez określony czas. Tych zadań przeważnie jest ok. 8 i z czasem poprzeczka jest stawiana coraz wyżej. Oprócz tego zbieramy również punkty notowań (tzw. Bounty). Każdy z rywali stawia pewną poprzeczkę w tym temacie, którą musimy osiągnąć lub przekroczyć – jest to ostatnie kryterium. Gdy już uda nam się spełnić wszystkie wymagania pozostaje tylko pojedynek z rywalem i możemy wskoczyć na jego miejsce na liście.
Policja
W tej odsłonie następuje wielki powrót policji. Jest upierdliwa jak zawsze i potrafi podnieść poziom adrenaliny. Żeby jednak było ciekawie – jest 5 poziomów zaawansowania pościgu. Im wyższy poziom, tym lepsze samochody i sprytniejsi policjanci będą nas ścigać – od zwykłych radiowozów, po specjalnie wypasione i kręcone Corvetty. Niestety rozczarowuje troche losowość pojawiania się radiowozów (kilka razy widziałem jak radiowóz spada z nieba aby rozpocząć pościg za nami), ale to chyba jedyne co można zarzucić grze w tej kwestii.
Oczywiście, żeby nie było nam aż tak trudno, dostajemy do dyspozycji stopery na policję. W całym mieście znajdują się konstrukcje, które możemy podczas pościgu zniszczyć aby nieco go spowolnić, lub całkowicie zakończyć (przy odrobinie szczęścia). Dodatkowo gdy pościg się uspokaja (tzw. Cooldown), na mapie pojawiają się kryjówki, po wjechaniu w które pasek postępu uspokajania się pościgu rośnie o wiele szybciej.
Dźwięk i grafika
Muzyka w tej odsłonie to rewelacyjnie dobrane kawałki, trochę dobrego bitu w menu i garażu oraz ostre gitary na drodze. To samo tyczy się odgłosów w grze – silnik, otarcia blach, pisk opon, NOS – każdy z elementów posiada pewien zestaw dźwięków, które zostały świetnie dobrane.
Grafika, choć jest na prawdę niezła, obecnie nie robi już takiego wrażenia. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal przyjemnie się patrzy na samochody i otoczenia, a dodatkowe efekty, takie jak rozmycie obrazu przy wyższych prędkościach, mają swój smaczek. Dodatkowo trzeba zaznaczyć, że gra nigdy nie zwalnia i nie przycina się (przynajmniej na Xboxie), co w przypadku tak dynamicznej rozgrywki ma pierwszorzędne znaczenie.
Z sentymentu
Jeśli lubisz serię NFS, a nie wiedzieć czemu nie miałeś okazji pograć jeszcze w ten tytuł, lub chciałbyś do jakiegoś powrócić, ale nadal nie możesz się na żaden konkretny zdecydować – daj szansę Most Wanted. Mimo upływu czasu nadal dostarcza mnóstwo radochy.