Street Fighter 4 – pierwsze wrażenia

Street Fighter 4 to jedna z najbardziej przeze mnie oczekiwanych gier tego roku. Planowałem zakup nieco po premierze (ot, żeby nie tak od razu, zobaczyć najpierw recenzje, może jakieś demko itp.), ale po obejrzeniu dwóch recenzji i przeczytaniu postów na Twitterze wrzucanych przez Matt’a, po prostu nie mogłem wytrzymać.
Tak więc wczoraj wieczorem stałem się szczęśliwym posiadaczem mojego świeżutkiego egzemplarza Street Fightera 4. Postanowiłem jednak wstrzymać się jeszcze chwilkę z szaleństwem i w zasadzie dopiero dzisiaj rano go odpaliłem (tak, multiplayer w Left 4 Dead to jednak jest coś niesamowitego i chyba zawsze będzie ważniejsze niż jakakolwiek nowa gierka).
Jak pewnie już wywnioskowaliście z tytułu nie będzie to jeszcze recenzja, bo obcowałem z rozgrywką dopiero niecałe 4 godzinki, ale nie mogłem się doczekać momentu żeby napisać parę słów na temat powrotu “króla bijatyk”. No dobra, to do dzieła…
Zacznę nieco nietypowo, bo od strony wizualnej. Początkowo byłem zachwycony wykonaniem postaci, plansz i wszelkich elementów. Dodatkowym plusem jest fakt, że “Uliczny wojownik” przeskoczył na dobre w trzeci wymiar (nie liczę eksperymentów takich jak SF: Ex). Tak więc z pełną świadomością mogę powiedzieć, że grafika jest po prostu niesamowita. Wszystkie plansze i postaci są kolorowe, genialnie animowane i oczywiście trójwymiarowe. Modele wojowników wykonane techinką cell shading nadal mają charakter dwuwymiarowych rysowanych ludzików, a jednocześnie są trójwymiarowymi bryłami. Wszelkie fireballe i inne bajerki wyglądają tak jak powinny – genialnie. Byłbym zapomniał o intro, które mnie po prostu wgniotło w fotel. Fantastycznie przemyślane, dynamiczne, wizualnie powalające… no właśnie, wizualnie jest rewelka, a jak z dźwiękiem?
Tutaj jest nieco słabiej. Szczególnie odrzuca mnie muzyczka, którą możemy usłyszeć w intro (coś między Backstreet Boys, a N’Sync). Poza tym reszta utworów daje radę i nie ma dramatu. Z drugiej strony, po pewnym czasie i tak przestajemy zwracać na nią uwagę. Troszkę irytują też angielskie odzywki postaci przed/po walce, które nie są kompletnie zsynchronizowane z ruchami ust. Wydaje mi się, że wynika to z faktu, że mimika jest dopasowana do japońskiej ścieżki dzwiękowej, która odblokujemy dopiero po przejściu gry. Wtedy wszystko zaczyna mieć ręce i nogi i postacie gadają jak powinny. Oprócz tego mamy standardowo “Hadoukeny” i “Sonic Boom’y” dokładnie takie jakimi je pamiętamy.
Dosyć już o tym co widać i słychać. W tę odsłonę Street Fighter’a gra się NIESAMOWICIE! Na początku miałem pewne wątpliwości odnośnie zachowania dynamiki i “czucia”, które było obecne w kultowym już ”Super Street Fighter 2 Turbo”. Obawy te w zasadzie pogłebiły się jeszcze dodatkowo gdy udało mi się zakupić i spędzić trochę czasu przy niedawno wypuszczonym Super Street Fighter 2 Turbo HD Remix (nie wiem czy ten tytuł mógłby być jeszcze dłuższy) . Okazało się jednak że zupełnie niepotrzebnie zaprzątałem sobie tym głowę. Postacie wyglądają “trzy-de”, ale poruszają się “dwa-de” – czyli zwinnie, szybko, bez opóźnień czy uczucia ociężałości.

Oczywiście są nadal super ciosy, super combosy, ale są też nowe dodatki. Mamy coś takiego jak “Revenge meter”, który napełnia się w momencie gdy dostajemy baty, a po napełnieniu pozwala nam odpalić Ultra Combo – pierwszy z nowych elementów, który potrafi siać niezłe spustoszenie w stanie zdrowia przeciwnika. Jest też “Focus”, który powala nam przechwycić cios i zapakować kontrę, oraz tzw. “Ex moves”, czyli w zasadzie normalne ciosy specjalne, ale wykonywane nieco szybciej.
W praktyce gra nabiera głębi a rozgrywka nie jest zbyt prosta i nużąca. Gdy opanujemy już nowe techniki, przed naszą postacią otwierają się ogromne możliwości opracowywania taktyki walki.
Warto wspomnieć, że gra posiada wsparcie dla walk przez xbox live – a działa to również rewelacyjnie. Dokladając do tego cztery nowe postacie i kilka ukrytych – mamy wszystko czego można oczekiwać. Więcej jak już bardziej zapoznam się z tą grą przez dłuższy czas niż 4 godzinki, bo jeszcze nie odkryłem wszystkich niuansów, których jest nawet sporo.
Tak więc, recenzja następnym razem, ale gra jest dobra… BARDZO dobra.





